Jak tam Wasze brzuszki? :) Dały radę świątecznym pysznościom? Mój ledwo co ;) Ale co tam- to tylko raz w roku- więc można poszaleć.
Jak sam tytuł wskazuje- zabrałam się w końcu za ukochanego zimorodka. Obrazek popularny i znany, ale mnie się chyba nie opatrzy. Haft opracowany przez Nimue, na podstawie ilustracji J.B. Monge.
Mimo, iż nie skończyłam jeszcze SALowego autka, to musiałam postawić chociaż kilka niebieskich krzyżyków.
A wszystko to za sprawą darów jakie na mnie spłynęły za sprawą mojego Małżonka, z okazji Świąt! Oto one:
tablica magnetyczna ze znacznikiem
Organizer na mulinę - tutaj w trakcie zapełniania :)
I jako, że ja ślepota- to lampka ledowa ze szkiełkiem powiększającym!
Oprócz powyższych cudowności w paczce znalazłam jeszcze nożyczki, etui na nie, pojemniczek na igły i kilka innych wspaniałości.
Śmiem wątpić czy zasłużyłam na to wszystko! Niemniej jednak, jak zobaczyłam prezent, to prawie oszalałam z radości. :)
Mężu- jeszcze raz bardzo dziękuję! :*:)
***
A skoro przy podziękowaniach jestem, to ogromne ukłony dla wszystkich Was składających życzenia świąteczno- noworoczne z pośrednictwem swoich pięknych blogów. Niesamowicie pozytywny i piękny zwyczaj.
***
Dziękuję też
Basi za piękny wisiorek i własnoręcznie wykonaną kartkę oraz
Marzence za nagrodę z Candy bombkowo klamerkowego. Marzenka- bomby (bo to małe bombki nie są) są cudne ! :)
Dziewczęta- raz jeszcze dziękuję.
Pozdrawiam serdecznie! :)
Udało się przed pierwszym śniegiem :) Wątpiłam w to wprawdzie mówiąc, ale udało się. Dzisiaj słonko na chwilkę wyjrzało, więc w te pędy postanowiłam uwiecznić com popełniła.
Piterek ma ciepły kocyk do wózka.
Jest to pierwsza moja taka duża robótka, ma więc sporo niedociągnięć (czyli nierównych oczek), ale jestem zadowolona :)
Piotrusiowi chyba również się podoba, chociaż myślę, że teraz bardziej mu smakuje :)
Kocyk zgodnie z zaleceniami doświadczonych Mam powiększyłam :)
(i zostawiłam możliwość dalszej modyfikacji)
Dane techniczne:
ilość motków- 7
ścieg: ryżowy + wykończenie- francuski
wymiary 80 x 130 cm
Hafciarsko u mnie bez szału. Póki co nie mam co pokazać. Po skończeniu kocyka zabrałam się za dzierganie kwadracika do kołderki z
SALu na kołach zorganizowanego przez Chagę. Kto jeszcze nie dołączył gorąco zachęcam- cel szczytny- dla chorych dzieciaczków. (Baner do strony, gdzie można się zapisać znajduje się na pasku po prawej stronie. )
Przygotowana również jestem do mojego obrazka Nimue, który razem z
Elą mamy wyszywać aby się dopingować. Mam nadzieję, że zgodnie z moimi wcześniejszymi zamierzeniami ruszę z wyszywaniem jeszcze w grudniu :)
A ponieważ zaczyna się przedświąteczna gorączka, zajęć domowych mnóstwo, a ja na nadmiar wolnego czasu nie nie mogę narzekać (dlaczego doba nie ma 36h? - już chyba pytałam) to postanowiłam nauczyć się dziergać na szydełku. Ogniście zazdroszczę wszystkim Wam, które potrafią czarować szydełkowe cuda. Do nauki szydełkowania podchodziłam parę razy- ale zawsze ległam porażką sromotną. Na
Szkołę Szydełkowania trafiłam przypadkiem i spodobała mi się forma i treść z jaką autorka próbuje nauczyć opornych czarować szydełkiem. Jeśli ktoś równie mocno jak ja pragnie nauczyć się tej sztuki, to może podejmie razem ze mną wyzwanie? :)
Pozdrawiam serdecznie!
Kogutków i kurek w naszym mieszkaniu już kilka mieszka. A wszystko zaczęło się od gdaczącego i piejącego prezentu ślubnego, który dostaliśmy od znajomych... Tak tak- kogut i kura :) Ot, taki nietypowy podarunek :) Zwierzątka zostały oddane w dobre ręce a mnie pozostała sympatia do kuraków.
Któregoś dnia zupełnym przypadkiem trafiłam na
Koguta z Ornamentem i po prostu
musiałam go wyhaftować :) Kogut cały czas dumnie pręży swą pierś na widokowej ścianie w "salonie". On był pierwszy.
Potem zakochałam się w koszyczku drucianym (widocznym na zdjęciu poniżej), później pojawił się metalowy, druciany, pobielany kogut- ozdoba, serwetnik z kurką (również biały), kogut- materiałowy stoper do drzwi, różnego rodzaju wieszaczki, serwetki.. :) Kuraki stoją w różnych miejscach mieszkania, nie rzucając się w oko, ciesząc za to domowników.
Łapkę do kuchni z kurakiem płci żeńskiej bądź męskiej chciałam wyszyć już dawno- ale nie znalazłam nigdzie niedużego wzoru, który szczególnie by mnie zauroczył. Przeglądając jakiś archiwalny numer Creation Point de Croix trafiłam na kurkę serii Picoti Picota. Nie zakochałam się w niej, ale uznałam, że jest fajna. Plan wyhaftowania kurki wisiał kilka miesięcy, do czasu aż pojawił się nowy temat w
Siłowni Twórczej "Kuchnia sercem domu". W te pędy zabrałam się za dzierganie kurki. Siłowni wprawdzie nie wygrałam, ale kilka głosów udało mi się zdobyć! No i mam w końcu łapkę !:)



len obrazkowy 35 ct, kolor ecru
mulina DMC
haft co 2 nitki płótna
wzór pochodzi z Creation Point de Croix
wielkość haftu 9 x 10 cm
wielkość łapki 20 x 20 cm
***
Dziękuję za ciepłe słowa oddane pod adresem moich pierwszych monogramów !
Pozdrawiam serdecznie!
Podziwiałam, podziwiałam i w końcu mam i ja :) Mowa o monogramie. Na Waszych blogach co rusz podziwiam coraz piękniejsze monogramy, zazwyczaj haftowane jasną nicią, na naturalnym lnie- subtelnie, delikatnie i pięknie. Zapragnęłam mieć i ja taki monogram. Szukając odpowiedniego wzoru natknęłam się na taki, o którym pomyślałam, że mogłabym dostosować do nazwy mojego bloga. I tak powstały moje pierwsze literki jarzębinowe :)
Oto one: H- jak hafty i J- jak jarzębinowe :)
len obrazkowy 32 ct, kolor naturalny
mulina DMC
haft co 2 nitki płótna
kilka french knots
Literki zostaną najprawdopodobniej wypełnione i powstaną poduszeczki na igiełki. Rozważam też stworzenie jakiegoś banerka ładnego- ale to muszę jeszcze przećwiczyć :))
Pozdrawiam ciepło !
***
Bardzo, bardzo dziękuję Wam za życzenia zdrowia. Dzięki nim czujemy się już coraz lepiej a i Piotruś wigor odzyskał :))
Uściski!
Dopadło i nas. Choróbsko paskudne. Od zeszłego tygodnia świat oglądamy przez szybkę. Zestaw leków mam ograniczony bo jestem mamą karmiącą piersią. Jak ja nie lubię tej pory roku...
Tymczasem wtorek -pochmurny dzień-został rozświetlony przez paczuszkę jaką niespodziewanie dostałam od
Eli ! Jak napisała- z okazji wspólnego projektu, który niebawem będziemy razem haftować- ku motywacji wzajemnej :) Takie dobre serducho z niej!
A w paczuszce same hafciarskie niezbędniki !
Kilka kawałków aidy i polskiego lnu do wypróbowania- z miłą chęcią na białym stworzę jakiś świąteczny obrazek bo szczególnie mi się on podoba. Oprócz materiałów w paczuszcze znalazłam bobinki (skąd wiedziałaś, że mi się kończą?:) ), wstążeczki (moje serce skradła liliowa w białe grochy), motek mulinki no i zakreślacz- główny powód wg Eli wysłania niespodzianki- aby lepiej mi się pracowało przy haftowaniu wspólnego obrazka :))) Na pewno z niego skorzystam- jest malutki i bardzo poręczny.
Oczywiście wszystko kolorystycznie dopasowane do siebie- w odcieniach bladego fioletu i pięknie zapakowane.
Zdjęcia takie sobie- pogoda i choróbsko niestety wenę odbierają.
Elu, jeszcze raz bardzo bardzo dziękuję!
***
Jest mi niezmiernie miło i miód zalewa moje serce wiedząc, że haft Pana Mucha się Wam podobał: ) Gościowi na skrzydełkach piórka zaczynają wyrastać z tej dumy :)
Bardzo serdecznie witam nowe obserwatorki! To że dołączacie bardzo pozytywnie wpływa na stan mojej duszy psedo artystycznej:) Dziękuję! :)
Pozdrawiam i zdrówka życzę w ten paskudny czas.