Sójka w mimozach (Jay in Mimosa) # 1

 Iście wiosenno kolorowy haft wpadł nieoczekiwanie na tamborek :)

Koszystam z dłuższego dnia i światła dziennego a także faktu, że jeszcze nie całkiem zatonęłam w ogródkowych klimatach. 

Spacerując po jednym z marketów ogrodniczych natknęłąm się na przepiękną mimozę i zapragnełąm mieć taką wyhaftowaną. Pierwszy wybór padł na obrazek z serii botanicznej Veronique Enginger, ale jak zobaczyłam tę sójkę....no to przepadłam :)
Trzymajcie kciuki, żeby udało się dokończyć. Przede mną jeszcze 48% do wyhaftowania.
Cudownego startu w ten wiosenny czas.

Uściski !

P.S. Blog to jest jednak fantastyczny pamiętnik, nie ucieka jak reszta obrazków na FB czy IG :)

PIWONIE

Cóż, ostatni raz byłam tu ponad 3 lata temu... Czy blogi jeszcze istnieją ?  Czy ktoś na nie zagląda ? :) 
Nie wiem, ale są cudowną kroniką, do której można wrócić, pooglądać w lepszej rozdzielczości zdjęcia, poczytać i przypomnieć sobie co tam kiedyś w duszy grało.
Zatem ku pamięci zapisuję tu sobie moje piwonie. Dla mnie jedne z najpiękniejszych kwiatów :) 
Pierwszą igłę wbiłam w styczniu i myślałam, że zdążę z ukończeniem haftu przed końcem kwitnienia piwoni....Niestety- lato w tym roku pospieszyło, są zatem zdjęcia z eustomą i goździkami :)
Haft, to projekt tej samej autorki, która projektowała PIGWĘ <klik. Haftowałam na moim ulubionym Murano 32 ct. Sam haft składał się z 79 kolorów w tym 34 blendy-sporo :) Jego wymiar to 128x125 krzyżyków, co w rzeczywistości dało 23x29 cm. 

Nie będę obiecywać, że niebawem tu wrócę, bo nie wiem jak będzie :) Życie jest nieprzewidywalne... Czasu wolnego jak na lekarstwo, praca, szkolni Synowie rosną, ogród wymaga pracy a i długie posiadówki w jednej pozycji już nie służą ani oczom, ani kręgosłupowi. Pomału, od czasu do czasu kradnę godzinkę  lub dwie w tygodniu i coś tam powstaje. A kto wie to wie- że ja rozpoczętych prac mam bez liku, a w planach jeszcze więcej ! :) Cóż, to się chyba nigdy nie zmieni :)

Udanych i bezpiecznych wakacji dla Was <3
Uściski! 
Jarzębinowa

Nimue - La balançoire (Huśtawka) #1

 W tym miesiącu postanowiłam sobie, że w nagrodę za ukończoną wiewiórkę, rozpocznę nowy haft. Oczywiście to postanowienie idzie w parze z drugim: zakończyć kolejny zaległy haft. Staroć rozpoczęty w 2018 roku idzie do przodu, a w między czasie rozpoczęłam elfiego bobasa z serii Nimue. Chyba każdy w hafciarskiej branży kojarzy wielki bum kilka lat temu na te cudne wzory z serii NIMUE. Po wszystkich kanciastych wzorkach kwiatów i zwierząt pojawiających się w gazetkach, nagle pojawiły się One: magiczne elfy z baśniowego lasu. I mimo tego, że obecnie widzę jakieś niedociągnięcia we wzorach tu i tam, nawet tą "kanciastość" w odniesieniu do obecnie powstających wzorów prawie 3D, to ta magia i tajemniczość zawarta w serii Nimue chyba nigdy nie będzie mnie nudzić. I wiem, że wrócę do nich znowu :)


W lesie się zieleni i kwieci, korzystajmy z wiosny!
Uściski!




Wiewiórka #3

Baśka doczekała się finału. W końcu! Ale muszę się przyznać, że po raz pierwszy kreseczki dały mi tak bardzo popalić . Niech Was nie zmyli iluzja, że kolorów backstichy mogło być raptem 3-4. Na łebku i uszach tak to wygląda. Tymczasem ja miałam totalny oczopląs, bo kolorków było 14 :) Ta ilość  sprawiła, że mimo iż haft skończyłam w połowie lutego- stanęłam w miejscu z innymi pracami. Zawzięłam się i postanowiłam nie haftować niczego, dopóki nie skończę gryzonia. No i zleciało półtora miesiąca! A nowy haft kusił, niedokończone pracy krzyczały, że ich kolej... :)
Wzór został zaprojektowany na podstawie fotografii i autorka -Antonia Lebedeva- wykonała go z ogromną starannością o szczegóły, dzięki czemu wiewióra wygląda jakby rzeczywiście przysiadła na gałązce. 
Baśkę haftowałam na płótnie Murano 32ct, kolor beżowobrązowy (306). Kolorków było 56 i dodatkowo 19 łączonych. Było co robić :) I mimo, że wiewióra cudna, to na jakiś czas schowam ją do szuflady. Musimy od siebie odpocząć :)
A Wam życzę zdrówka i pięknej wiosny.  

Uściski!



Leśny grzybek

 Drogi Pamiętniczku :) Nawet nie wiem kiedy zleciało mi te ostatnie pół roku. Plany huczne i ambitne miałam na miniony rok, również te hafciarskie. Tymczasem jak wielu dostałam pstryczka w nos. Zdalna praca, zdalna nauka dzieci, 24 h na dobę z dzieciaczkami, dom, wokół domu itp. Cieszę się jednak, że dzisiaj tu zawitałam i ku swojej pamięci mogę udokumentować kolejny hafciarski obraz. Mimo, że to nie piękna złota jesień, nie sezon na grzyby. Liczy się dla mnie to, że mogłam go wyhaftować ;)

Haft projektu Mariny Schemkiny wykonałam na płótnie Murano Vintage 32ct w kolorze 3009- beżowy. Ilość kolorów to 37 plus 14 mieszanych. Wielkość haftu w krzyżykach to 130x180. Idealny do ozdobienia kolejnej ściany w leśnym domu :) Z oprawą muszę poczekać chwilunie, ale kołacze mi się po głowie coś iście....leśnego :)

Tymczasem zostawię  tu kilka zdjęć, życząc każdemu przypadkowemu i nie tylko czytelnikowi mnóstwo zdrowia!
Uściski!

P.S.Pewnie ociągałabym się jeszcze troszkę, ale mobilizacja ze strony dobrych duszyczek z grupy fejsbukowej pomogła. Dzięki dziewczyny.


Wiewiórka # 2

No więc wprawdzie bez kreseczek, czyli backstitchy ale mordka z kawałkiem ciałka wiewiórki już jest. Docelowo Baśka ma siedzieć na gałęzi, wśród kwiatów (bądź liści- sama nie wiem- wstyd się przyznać).

 Przepięknie cieniowane futerko zwierzaka zachwyca mnie. Wydaje mi się, że po dodaniu backstitchy wiewióra będzie wyglądała jak żywa. Faktem jest, że ilość kolorów przyprawia o zawrót główy. Jest ich 54 plus 21 mieszanych, co daje łącznie 75 kolorów! Wow, nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. 
A teraz z czystym sumieniem mogę wrócić do zimorodka, który swoimi kolorami w tę paskudną w moich okolicach pogodę trochę pokoloruje :)
Ah! Jeszcze gwoli wyjaśnienia, absolutnie nie miałam w planach usuwania bloga! Raczej bliżej mi było do zapuszczenia, zaniedbania go i pozostawienia  jako taki tajemniczy hafciarki ogród, do którego gdzieś tam w sieci jest furtka, ale nie każdy wie gdzie ;)
Jednak póki mam zamiar publikować na Instagramie bądź Facebooku, blog pozostanie zadbany ;)
Uściski!

I znowu zimorodek :)

   W zasadzie tego postu miało nie być, w zasadzie to chcąc pokazać co tam dłubię w wolnym czasie chciałam postawić na social media typu Instagram, czy Facebook ( w Jutjuba nie umiem ;)) To tam całkiem szybko przenosi się blogowy świat. Na szczeście dla mnie okazało się, że tego swoistego pamiętanika (bo prowadznego całkiem skrupulatnie od 7 lat) nie muszę pozostawiać na pastwę spamu, że jest tutaj jeszcze całkiem spore grono czytelników, którzy wolą poczciwego bloga aniżeli szybki, krótki post gdzieś w sieci. Więc jestem :) 
    Większość z Was miała rację pod ostatnim postem-te uszy wyglądają jak królicze. Ale! Z to z nich pomału wyrasta całkiem zgrabne wiewiórcze futerko :) A tym razem będzie bez zgadywanek, bo gołym okiem widać, że powstaje król polskich brzegów rzecznych-przepiękny zimorodek. To kolejny- już trzeci na moim tamborku. I każdy jest inny.
Moim marzeniem jest zrobić zdjęcie na żywo tej pięknej ptaszynie i podglądnąć na żywo. Póki co godziny obserwacji skończyły się na zaledwie kilku marnych sekundach zobaczenia go jak przelatywał tuż nad moją głową. Ale jestem cierpliwa i cierpliwie czekam w międzyczasie haftując :)💙 💙 
Uściski! 

Wiewiórka

A dzisiaj zagadka- Królik to, czy wiewiórka ? :) Mąż  zobaczył i mowi, że z tej wiewiórki jakiś zająco-królik sie zrobił...no cóż...Panowie nie mają chyba tak bujnej wybraźni jak moja, bo ja już od noska widziałam na tym płótnie "Baśkę":)
Wzór taki jesienny zdecydowanie, ale zaczarowała mnie ta mordka. Pracy jeszcze dużo przede mną, bo obrazek całkiem spory, ilość kolorów do skromnych również nie należy. 
Wzór zaprojektowała Antonina Lebiedeva, a wyszywam na płótnie Murano.
Wyjątkowy czas nastał dla nas wszystkich. Ukłony kieruję do wszystkich tych, którzy ze względu na swoje zawody nie mogą #zostaćwdomu. Wielkie dzięki.
Trzymajcie się zdrowo!

Lis rockowy (Маленький бунтарь) #2 KONIEC

Bardzo Wam dziękuję za ciepłe przyjęcie tutaj! Nie spodziewałam się, że aż tyle z Was tu jeszcze zaglądnie. Marzę, aby wszystkie życzenia- za które Wam dziękuję !- spełniły się, nie tylko te dotyczące Domu Pod Lipą, ale również haftowania. Wspomniałam w jednym z komentarzy, że przez ostatnich kilkanaście miesięcy moje twórcze myśli całkowicie koncentrowały się na urządzaniu przytulnego i ciepłego domu. Mimo, że  bardzo tęskniłam do haftowania, to nie bardzo potrafiłam wskrzesić w sobie pomysły na prace czy ich prezentacje. O braku czasu nie wspominając :) A aparatu, nie licząc tego w telefonie komórkowym- w ręku nie trzymałam w ogóle. Tym bardziej cieszą mnie te malutkie kroczki tutaj, również na zaprzyjaźnionych blogach. 

Wraz z przeprowadzką, starszy Synek zaczął domagać się dekoracji po swojej stronie pokoju i przypomniał sobie o Lisku, który to wzór wybrał sobie jeszcze rok temu.
Wzór autorstwa Ekatariny Tarasowej, niezbyt skomplikowany i bardzo wdzięczny do haftowania. Troszkę zachodu było z konturami na pyszczku rudzielca, ale nie bolało bardzo :) Haftowałam go podobnie jak Misia Pilota na płótnie Linda w kolorze stalowoszarym.A żeby z tradycji stała się zadość, bo skoro Miś Pilot sfotografowany był z dziećmi--> KLIK, to i Lisek również. Moi mali Panowie <3<3 z liskiem na drugim planie :)
Ehh jak ten czas leci :)

Uściski!

Trzmiel

Trzemiele to jedne z pierwszych owadów, które pojawiają się po zimie, aby dzielnie pracować wśród kwiatów. Wprawdzie miodu nie robią, ale dzięki swojej specyficznej budowie potrafią zapylić trudno dostępne kwiaty, z ktorymi pszczółki sobie nie radzą.
 Jako dzieciak uwielbiałam słuchać ich głębokich odgłosów i miałam ochotę pogłaskać to puchate futerko, którym trzmiele są pokryte :)
Wzór trzmiela to Thea Gouverneur a ja haftowałam na Murano w kolorze kości słoniowej. Z tej samej serii jest jeszcze pszczoła, którą również chciałabym kiedyś wyhaftować. W naszym domu, do którego wprowadziliśmy się tuż przed świętami - jest sporo ścian do zapełnienia ;) A jako, że nasze gniazdko jest usytuowane na wzórzu, tuż pod wiekową lipą, to pszczółki i inne pracusie są i będą zawsze mile widziane. 
I tu zdradzam (dla tych, którzy nie wiedzieli) powód mojej nieobecności na blogu. Ostatnie dwa lata spędzilismy na budowie. Na dwa lata zawiesiliśmy nasze pasje na kołek. Po tym rollercosterze budowlano-wykończeniowym domu i naszej rodziny mamy nadzieję przyszedł spokojniejszy czas. I mimo, że sporo przed nami jeszcze pracy- dom to wszak studnia bez dna- nie tylko finansowego, to zdecydowanie milion razy więcej pracy za nami. Pierwszy rozpoczęty i pierwszy zakończony haft w domu Pod Lipą to właśnie trzmiel :)Małgosiu-Margonitko i Basiu, serdecznie Wam dziewczyny dziękuję za doping i ciepłe słowa jakimi mnie częstowałyście w tzw międzyczasie :*
Dziękuję również wszystkim odwiedzającym tego bloga. Statystyki pokazały, że mimo ciszy z mojej strony nadal tu bywaliście. Dziękuję!

Do sklikania niebawem! :)

Lis rockowy (Маленький бунтарь) #1

...dziekuję za wszystkie piękne słowa pod ostatnim postem...

Lis rockowy...a dokładniej to Mały buntownik jeśli przetłumaczyć tutuł autorki wzoru. Zwał jak zwał.Fakt niezaprzeczalny jest taki, że podobnie jak Miś Pilot-klik rockowy lisek totalnie mnie zauroczył. To będzie drugi obrazek do pokoju moich chłopców. Bliski mojej duszy muzycznej bardzo :) Nie mogłam więc inaczej :) Tym bardziej, że i kolorystyką wpasuje się do tego co planuję wymodzić w pokoju moich latorośli.  
 
Wiosna zbliża się powolutku, co oznacza mój powrót do prac na budowie. Korzystam zatem z zimowego zastoju...więc....do zobaczenia wkrótce :)

Uściski

Fee Bleue

Fee Bleue...Wróżka..
Ale dla mnie Anioł...Anioł o imieniu Stefania...
Bardzo długo wyszywałam ten obraz mimo, iż ani on skomplikowany, ani dużych gabarytów. Ot jakoś wolno szło.
W końcu udało mi się go ukończyć dokładnie miesiąc temu. Niedługo przed Świętami Bożego Narodzenia, w noc, w której odeszła moja najukochańsza Babcia Stefania. Poszła dalej stając się Aniołem, którym tak naprawdę była już za życia. Najukochańsza, Najmilsza, Najcieplejsza, Najskromniejsza, Najpyszniej gotująca, Najlepiej drapiąca po plecach ;) I jeszcze wiele innych NAJ. Miałam ogromne szczęście, że była.. Miałam również szczęście, że mogłam się z Nią pożegnać, ostatni raz pogłaskać po spracowanych dłoniach, przytulić do zawsze pogodnej buzi, pogłaskać po głowie...ostatni raz. A kilka godzin później Ona poszła dalej a ja postawiłam ostatnią nitkę w tym obrazie...Pojawił się Anioł...
Dziękuję Ci za wszystko Steniu!
***
Jak wspomniaam obraz nie należy do najtrudniejszych, ale jednak sporo czasu zajęło mi wyszywanie go. Pierwsza prezentacja miała miejsce jeszcze w lipcu w roku 2016! Chciałam ją skończyć do końca wakacji- oto jak życie weryfikuje plany..

Dane techniczne:
płótno: Belfast 32 ct-kolor antyczny biały
mulina: Dmc wg rozpiski
krzyżyki:haft dwoma pasmami muliny
kontury: jedno pasmo muliny
rama: drewniana baza, pomalowana bejcą
wzór autorstwa  Валерия Касинская na podstawie ilustracji J.B. Monge

Bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie życzenia. U mnie marnie z organizacją karteczkową z okazji Świąt, a w tym roku wyjątkowo. Ale bardzo dziękuję za przecudne kartki stworzone własnoręcznie:  Basi S.,  Joasi-Brodziszkowi, Ani- Chrannie oraz Oli . To zaszczyt dla mnie i mojej rodziny móc cieszyć się widokiem tych pięknych kartek. Dziękuję!

Uściski ogromne!

P.S. A odwiedzających mnie na Instagramie i Facebook'u zapraszam do podglądnięcia moich tworów szydełkowych dla Synów :)
A.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...